Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Dziwiąty października, czwartek

17864
cała reszta

Dziwiąty października, czwartek

- Na pewno czegoś zapomniałam – jęczała Żaba, gdy razem z Okapi, Kórą i Kicią wkładały torby do bagażnika autokaru. W jednej ręce trzymała kawałek bułki z dżemem – i mogliby nam dać jeszcze jedną bułkę. Bo teraz to ja głodna będę.
Tego dnia w planach była najpierw wycieczka do Padwy, później do Wenecji, a następnie mieli ruszać w drogę powrotną do Polski. Gdy już wszyscy usiedli w autokarze, Okapi przekazała Osie, że można przystąpić do planu „Referat”. Wtajemniczyła też Słonia.
- Kinga, siadaj – Kasieńka spojrzała ostro na Okapi.
W tym samym czasie Żaba spostrzegła, że Żyrafa trzyma w reku coś, czego Żaba poszukiwała od początku zielonej szkoły.
- Skąd masz jabłko? – zawołała do niej. Spodziewała się usłyszeć coś w stylu „kupiłam w San Marino”, ale Żyrafa odpowiedziała:
- Kangur mi dał.
- Masz jeszcze? – krzyknęła Żaba do Kangura. Kiedy wyleczyła się z alkoholizmu, jej uzależnieniem stały się jabłka.
- Mam. Chcesz?
- No! Nie rzucaj! – dodała, widząc, że zamierza posłać jabłko drogą powietrzną. Znajdowała się w dość niewygodnej pozycji, w której złapanie czegokolwiek graniczyło z cudem.
* * *
Tego dnia Jan Kowalski miał chyba wyjątkowo gadatliwy dzień. W autokarze ani na chwilę nie puścił mikrofonu.
- Jeśli wierzyć Wergiliuszowi, Padwa zawdzięcza swoje istnienie Antenorowi, trojańskiemu dostojnikowi. Ten oszczędzony przez zwycięzców przeciwnik wojny z Grecją po upadku Troi udał się do Italii, gdzie około 1182 roku przed naszą erą założył Patavium, to jest dzisiejszą Padwę. Studenci scharakteryzowali Padwę tak: „Święty bez imienia, kawiarnia bez drzwi i pole bez trawy”... - i tak dalej.
Kiedy wysiedli z autokaru i stanęli przed bazyliką świętego Antoniego, przewodnik znów zaczął nawijać:
- Słynny kojarzony z Padwą cudotwórca urodził się w Lizbonie w 1195 roku, miał na imię Ferdynand i, dopiero wstępując do zakonu franciszkanów, zmienił je na Antoni. Zasłynął jako kaznodzieja zajmujący się kwestiami moralnymi. Zmarł w Padwie w 1231 roku. Podobno przy jego grobie działy się tak liczne cuda, że papież Grzegorz IX kanonizował go w rok po śmierci, a mieszkańcy natychmiast przystąpili do budowy kościoła, by mogły w nim spocząć prochy świętego.
Następnie weszli do środka budowli, gdzie znów musieli wysłuchać wykładu.
- Bazylika św. Antoniego nazywana „cudem Padwy” jest prawdziwym arcydziełem sztuki. Ogromną budowlę wzniesioną na planie krzyża łacińskiego nakryto bizantyjsko-weneckimi kopułami. Wnętrze świątyni stanowi połączenie stylów romańskiego i gotyckiego. Wszystkie ściany pokrywają freski lub płaskorzeźby.
Gdy wyszli z kościoła, przewodnik zarządził kilka minut na zakup pamiątek. Wtedy właśnie Żaba po raz pierwszy zwróciła uwagę na działania Osy.
- Na co patrzysz? – Skowronek podeszła do Żaby.
- Na nią – Żaba ruchem brody wskazała Osę.
- A czemu?
- Bo wtyka swój tyłek tam, gdzie zdecydowanie nie powinna.
W liceum Żaby było tak naprawdę tylko jedno niebezpieczne miejsce: między Żabą, a tym, co Żaba chciała mieć. Zazwyczaj nikt nie naruszał tej przestrzeni i kiedy Żaba czegoś chciała – po prostu to dostawała.
- Oo… To znaczy? – dociekała Skowronek.
- Nieważne.
Minął wyznaczony czas, więc wrócili do autokaru, dzięki czemu Żaba nie musiała okłamywać Skowronka, którą naprawdę lubiła.
- Miasto na wyspie zostało założone w 452 roku przez uciekinierów przed barbarzyńskim plemieniem Hunów – zaczął znów Jan Kowalski - choć później znalazło się w strefie wpływów Bizancjum, zdołało uzyskać niezależność. Wenecja była państwem-miastem, na wzór greckich polis, jej ustrojem była republika. Głową państwa był doża Wenecji, teoretycznie nieusuwalny, wybierany w wyborach przez miejską arystokrację, sprawujący funkcję dożywotnio, jednak w praktyce często zmuszany do ustąpienia. Wenecja to miasto położone na licznych bagnistych wyspach na Morzu Adriatyckim. Z tego względu jest to miasto kanałów - nie ma w nim samochodów, autobusów, a cały transport odbywa się drogą wodną lub pieszo. Najpopularniejszym środkiem lokomocji jest vaporetto, czyli tramwaj wodny. W dwudziestym wieku wyspy połączono linią kolejową i autostradą. Wenecja jest znanym na całym świecie ośrodkiem turystycznym i kulturalnym. Ze względu na swoją architekturę jak i nietypowe położenie, Wenecja znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Historyczna część Wenecji pełni głównie funkcje turystyczne. Większość mieszkańców zamieszkuje w położonym na stałym lądzie Mestre. A teraz, moi kochani – powiedział na zakończenie swojego wykładu – dojechaliśmy właśnie do Wenecji, za chwilę zaparkujemy na ostatnim parkingu przez siecią kanałów. Spędzimy na nim dwie godziny.
Wiele głosów zapytało, dlaczego, ale nie uzyskali odpowiedzi. Nikt nie był zadowolony z takich planów, jednak Kasieńka była głucha na protesty. Wygoniła wszystkich z autokaru, mówiąc, żeby się przespacerowali. Parking, na którym nagle zostali uwięzieni, znajdował się tuż nad morzem. Asfalt, kończył się dwumetrowej szerokości trawnikiem, na którym rosło kilka drzew i który wpadał prawie pionowo do wody, niezabezpieczonej żadną barierką. Morze przy brzegu pokryte było obrzydliwa warstwą glonów. Na horyzoncie majaczył ledwo widoczny zarys tej części Wenecji, która znajdowała się na stałym lądzie.
Kasieńka razem z Piłą wyniosły z autokaru pudło pełne pasztetu i różnej maści chleba i zabrały się za robienie kanapek, siedząc na rozłożonych na trawniku bluzach. Azjatka tymczasem urządziła wyprawę do toalety. Żaba i Okapi poszły z nią; Kicia została na krawężniku i rozmawiała z kimś przez telefon. Po jej radosnej minie Okapi stwierdziła, że rozmówcą Kici musi być albo jej chłopak, albo Anka, najlepsza przyjaciółka i siostra zarazem.
Gdy już wszyscy wrócili na trawnik, Kasieńka zaczęła rozdawać kanapki.
- A ja mam ciastka – Żaba wyjęła z torby własne zapasy – nie znoszę pasztetu. Choćbym miała paść z głodu, pasztetowi mówimy stanowcze nie.
W tej chwili Kicia wstała.
- Muszę zadzwonić jeszcze do Anki – wyjaśniła i odeszła na bok.
- Chciałabym mieć kogoś takiego jak Anka – westchnęła z zazdrością Żaba – a mam przygłupiego brata w okresie dojrzewania, który karmi kota pomidorem.
- Nie przejmuj się. Masz nas – Kóra klepnęła ją w ramię, równocześnie kradnąc jej ciastko.
Żaba dała jej sójkę w żebra. Wtedy znów zwróciła uwagę na Osę, która cały czas kręciła się przy Słoniu i Kangurze.
- Ty, co ona tak za nimi lata? – spytała Kórę.
- Kto?
- Osa.
Kóra wzruszyła ramionami.
Żaba patrzyła, jak tamci w trójkę siadają na krawężniku niedaleko nich. Osa cały czas gadała lub śmiała się. Patrzyła na nią z niechęcią. Zauważyła to Modliszka, najbardziej złośliwa plotkara i intrygantka w szkole, która o większości ludzi wiedziała takie rzeczy, których nawet sami o sobie nie wiedzieli.
- Chcesz ją zabić wzrokiem? – spytała.
- It isn’t your business – odpowiedziała Żaba.
- Nie umiem po angielsku.
- It isn’t my problem – odparła Żaba. Nie lubiła Modliszki.
Osy też.
- Żaba? – nagle pojawiła się Azjatka – kurczę, jak ty masz na imię?
- Olka – Żaba wyszczerzyła zęby.
- No, mniejsza z tym. Tam trochę dalej są jakieś stragany, zbierz paru ludzi, to pójdziemy na obchód.
- Fajno, bo już nudą zawiało – Żaba wstała – ej, ludzie! Idziemy na inspekcję paru bud! Kto ma jeszcze parę euro, niech się zabierze!
Większość grupy podniosła się i podążyła za Azjatką. Na czele pochodu tuż obok nauczycielki, szli Żaba, Królik, Okapi i Szczurek. Kóra nagle postanowiła zadzwonić do Kozy, Kicia nadal rozmawiała z Anką, a Wężyk – standardowo – dyskutował ze Skowronkiem.
- Cześć, kochanie. Jutro wracasz, tak? – Koza jak zawsze wykazał się błyskotliwym powitaniem.
- Tak.
- To dobrze. To jutro o dwudziestej trzeciej u mnie? Mam do ciebie…
- Nie, kochanie, to ja mam sprawę do ciebie – przerwała mu Kóra – co ty cholera odstawiasz?! Swatasz tą idiotkę z jakimś debilem i myślisz, że taki fajny jesteś? – nikt nigdy nie wiedział, o co chodzi, kiedy Kóra kłóciła się z Kozą.
- Nie bulwersuj się tak. To on mnie o to poprosił.
- Czy ja rozmawiam z osobą, która zupełnie nie ma mózgu? Ten chłopak nie może z nią być, bo on jest inteligentny, a ona nie!
- Przeciwieństwa się przyciągają. Ja też jestem inteligentny, a ty nie, skarbie.
- Przyciągają to się cząsteczki materii, a nie przeciwieństwa, ty przychlaście jeden!
- No już dobrze, dobrze. To jutro o dwudziestej trzeciej u mnie?
- No przecież nie u mnie. Do zobaczenia.
Tymczasem Żaba właśnie doszła do niezbyt optymistycznych wniosków.
- Ekipa nam się rozlatuje – powiedziała nagle.
- Nie, czemu? – zdziwił się Królik. Żaba wiedziała, że tylko ona to zauważyła.
- No badaj: Wężyk lata za Skowronkiem, ty trzymasz się tych z Krakowa, których nie znam, w ogóle nie gadasz już ze mną, a nawet z Okapi. Dalej, Szczurek przyjaźni się z Delfinem, a Okapi i Kóra mają jakieś tajemnice z Osą.
- Nie mam żadnych tajemnic! – zaprotestowała Okapi.
- I chyba więcej mam wspólnego z Zebrą i Żyrafą, niż z wami – dokończyła bezlitośnie Żaba.
* * *
Gdy w końcu śmiertelnie znudzona Azjatka oświadczyła, że można już ruszać, pojawiły się nowe problemy. A konkretnie – nauczycielka w żaden sposób nie mogła pozbierać grupy, w której każda z czterdziestu osób znajdowała się w zupełnie innym końcu parkingu. Jednak po kilkunastu minutach udało się ruszyć z obrzydłego miejsca.
Po około piętnastu minutach marszu grupa dotarła na „przystanek”: miejsce, z którego miał ich zabrać tramwaj wodny. Pale, do których przywiązywano cumy, były pokryte mozaiką z gum do żucia. Kilka osób – w tym Żaba – dokleiło również swoje gumy. Stali na „przystanku” parę minut, aż w końcu przypłynął tramwaj. Kasieńka załadowała do niego grupę, a Jan Kowalski pożyczył od sternika przerażający przedmiot, nazywany mikrofonem.
Żaba, Okapi i Kóra zajęły miejsca prawie na samym końcu łodzi, za nimi usiadły Pudelka i jej przyjaciółki. Natomiast przed Żabą usadowili się Delfin, Słoń, Szczurek i Kangur.
- Najsłynniejszym weneckim mostem jest Most Westchnień – odezwał się głos Jana Kowalskiego w głośnikach – kiedyś, jak byliśmy tam z wycieczką, byliśmy świadkami niezwykle romantycznej sceny, że mężczyzna się oświadczał…
- Aach… - skomentowała to Pudelka.
- Eech… - dołożyła jedna z jej kumpelek.
- Ooch… - dodała kolejna.
- Zaraz się porzygam! – wypaliła Żaba na cały tramwaj, wywołując wybuch śmiechu.
Kiedy tramwaj podpłynął do „przystanku” docelowego, wokół Żaby zebrali się wszyscy z ekipy.
- Chcemy ci udowodnić, że nadal jesteśmy z tobą, stara – Królik klepnął ją w ramię.
- Czadowo – ucieszyła się.
Przeszli szerokim deptakiem na plac świętego Marka i zostali obdarowani dwoma godzinami czasu wolnego.
- Ostatnio jak ksiądz sprawdzał zeszyty – opowiadał Szczurek – to się zapytał, czemu mam tylko co trzecią lekcję. To mu powiedziałem, że to wersja demo, a za pełną musi zapłacić.
- Mój brat kiedyś powiedział coś podobnego mamie – dodała Żaba – pozmywał połowę naczyń i to była wersja demo. Za pełną chciał obietnicy, że już nigdy nie będzie musiał tego robić.
- Ta, a do mnie kiedyś przychodzi siostra – dołączył się Królik – i mówi: zrób mi dziecko. Po chwili dopiero załapałem, że gra w Simsy i chodziło jej o dodanie do nowej rodziny dziecka…
- A moja rodzina to straszna jest, nawet pożartować z nimi nie idzie – odezwał się Wężyk – raz wieczorem, jak starsi oglądali Fakty, ja wchodzę, staję na środku i mówię: mamo, tato, jestem gejem. A moja matka: ja też, odsłoń.
- O lool…
- Wężyk, masz jeszcze kanapkę? – zapytała Azjatka, która słyszała ostatnią historyjkę.
- Mam.
- To dobrze, bo jak cię kopnę, to zdążysz zgłodnieć, nim na ziemię wrócisz. A na razie ciesz się, że ja nie jestem twoją matką.
- Cieszę się, proszę pani – odpowiedział z powagą Wężyk.
- A my mamy w mieszkaniu wodę z kamieniem – ogłosiła Kóra, gdy nauczycielka się oddaliła.
- Skąd wiesz?
- Mama brała prysznic…
- I co, cegła jej na łeb spadła? – wszedł jej w słowo Szczurek.
- Weź się schowaj – mruknęła Kóra.
Nagle wepchała się między nich Pudelka.
- Znacie się na odtwarzaczach mp3? – spytała.
- Zależy – odparł lakonicznie Szczurek.
- Usb to dobra firma jest?
- O lool! – całą ekipa zaczęła się histerycznie śmiać.
- Taa, to jedna z lepszych – wykrztusiła w końcu Okapi.
- Dzięki – Pudelka oddaliła się.
- Ej, ona w ogóle nie skapowała, czemu się śmiejemy, nie? – bardziej stwierdziła niż spytała Żaba.
- Czego ty od niej wymagasz? – zdziwił się Wężyk.
Żaba już była pewna, że wszystko wróciło do normy, kiedy Okapi stwierdziła, że chciałaby rzucić okiem na alejki odchodzące od placu i odeszła, ciągnąc za sobą Królika. Wężyk uciekł do Skowronka, przekonany, że udowodnili Żabie wszystko, co mieli udowodnić. Żaba nachmurzyła się, wsadzają ręce do kieszeni.
- Żaba, ale to wcale nie oznacza, że nie jesteśmy już ekipą – odezwał się Szczurek – jak Kóra zakochała się w Kozie to nie mówiłaś, że ekipa się rozlatuje. A teraz, jak Wężyk lata za Skowronkiem, to kręcisz nosem. Albo weźmy mnie na przykład – zrobił zeza – lubię Delfina i kangura, ale przyjaźnię się z wami. Kapujesz?
- Kapuję – faktycznie coś zaczynało jej świtać.
- Dobra, to ja też się zmywam – odsunął się, gdy chciała go kopnąć, ale odzyskała humor.
- A ty? – Żaba spojrzała na Kórę.
- Chodźmy coś zjeść.
- Okej. Usiądźmy na tamtych schodach.
Przeniosły się na wskazane przez Żabę miejsce.
- Mam jeszcze resztę ciastek – Żaba wyjęła resztki zapasów.
- Dawaj. Umieram z głodu – Kóra wzięła ciastka od Żaby i natychmiast wywaliła połowę na schody – sorry! – jęknęła.
- Zjemy resztę, a te damy tamtym gołębiom – Żaba nie zamierzała się przejmować.
Wstały i zaczęły rzucać pokruszone kawałki ciastek. Najpierw przyleciał jeden gołąb, potem drugi.
Później była ich cała chmara.
* * *
- Tradycja w Polsce wymiera – ogłosił nagle Wężyk.
- Nieprawda – zaoponowała Skowronek.
- Prawda. Weźmy na przykład Boże Narodzenie. Niewielu ludzi stawia teraz pusty talerz dla nieznajomego. Również nikt nie czeka z ubieraniem choinki do Wigilii. Albo… No, nie wiem..
- Ale na ślubach są przestrzegane różne tradycje.
W tym momencie pod jedną z restauracji zaczęła grać orkiestra. Muzycy już od dłuższej chwili rozstawiali instrumenty, a teraz wreszcie zagrali.
- Można panią prosić do tańca? – Wężyk ukłonił się.
- Nie żartuj. Oni nie grają po to, żeby tańczyć.
- To nie znaczy, że nam nie wolno! – roześmiał się i pociągnął ją za sobą. Skinął ręką w stronę nadchodzącego Królika, który razem z Okapi dołączył do nich.
Żaba musiała przyznać, że im zazdrości. Pasowali do scenerii, byli tacy zakochani. Kicia stała niedaleko z aparatem Okapi i fotografowała. Ciemność zapadła wyjątkowo szybko, więc wszystko nabrało żółtawego lub brązowawego koloru; działo się tak za sprawą żółtych lamp, które otaczały muzyków. Wężyk, Okapi i Królik będą mieli świetne pamiątki z Wenecji. Skowronek pewnie też je dostanie. Żaba mogła się założyć, że te zdjęcia zawisną na jednej z korkowych tablic w pokoju Okapi, może nawet wypierając z nich zdjęcia z Sycylii. Żaba koło Kici i aparatu zauważyła Kangura i Osę. Wprawdzie stał z nią, ale patrzył na Żabę. Intensywność tego spojrzenia uderzyła ją. „Czego ten człowiek ode mnie chce?” pomyślała.
Wtedy większość ze stojących dookoła całej sceny ludzi zaczęła klaskać. Żaba dopiero po chwili pojęła przyczynę.
Królik pocałował Okapi.
* * *
Kiedy minęły wyznaczone przez nauczycielki dwie godziny było już zupełnie ciemno i tylko żółtawe lampy dawały jakieś światło. Grupa zebrała się pod głównym wejściem do bazyliki. Tam Jan Kowalski poczęstował wycieczkowiczów kolejnym wykładem.
- Bazylika zbudowana została w Wenecji przy placu świętego Marka dla pochowania jego relikwii. W 828 kupcy weneccy wykradli jego szczątki z Aleksandrii i przywieźli na lagunę. Pomysł pochowania ciała ewangelisty związany jest z legendą zgodnie, z którą Marek podczas podróży morskiej do Rzymu zatrzymał się na lagunie. Tu ujrzał anioła, który słowami: Pax tibi, Marce evangelista meus, ujawnił jemu miejsce pochowania. Święty Marek został obwołany patronem niezależnej Wenecji. Skrzydlaty lew, symbol świętego Marka, przytrzymujący otwartą księgę z wyrytymi słowami anioła stał się herbem republiki. No, ale już dalej nie będę was zanudzał.
- Teraz – głos przejęła Piła – pójdziemy na most Rialto, a następnie wrócimy pieszo do autokaru.
Jan Kowalski poprowadził grupę wąskimi uliczkami; co chwila przechodzili po moście nad jakimś kanałem. Przez cała drogę Żaba wyzywała w myślach na Osę, która szła tuż przed nią i cały czas gadała coś do Kangura. W końcu zabrakło jej wyzwisk.
- Kóra, podrzuć mi jakieś wyzwisko. Bardzo obraźliwe – powiedziała w końcu z furią.
- Na kogo? – w tym momencie Kóra doszła do wniosku, że ten plan był wadliwy. Zapomniała, jak bardzo Żaba potrafi się zawziąć.
Żaba wskazała na Osę.
- Ona pewnie łazi za Słoniem – stwierdziła Kóra, starając się, by zabrzmiało to przekonująco.
- Myślisz? – z głosu Żaby można było wywnioskować, że wcale jej nie uwierzyła.
* * *
Ponte Rialto był jednym z czterech mostów nad kanałem Grande. Zarówno sam most, jak i jego okolice, były dość dokładnie pokryte ludźmi. Grupa przedzierała się przez tłum z Janem Kowalskim na czele, aż dotarli na sam środek mostu. Tam ludzi było mniej, bo wszyscy kłębili się przy barierkach.
- Tutaj macie około półgodziny czasu wolnego. Tak, za mostem są sklepy z pamiątkami. Spotykamy się tutaj, równo o dziewiętnastej trzydzieści – wyczerpawszy temat Jan Kowalski razem z nauczycielkami zniknął w tłumie.
- Okej. Gdzie idziemy? – spytała Kóra.
- Przed siebie – Żaba zaczęła się przedzierać przez tłum – Kowalski mówił, że tam są sklepy – obejrzała się przez ramię – idziesz?
Razem wydostały się z plątaniny cudzych kończyn i tułowi.
- Żaba, patrz! Tam jabłka sprzedają! – powiedziała Kóra, wskazując zupełnie odmienny kierunek, niż ten, w którym Żaba chciała iść. Jednak, jako że Żaba była gotowa do wszelkich poświęceń dla jabłka, natychmiast zawróciły i przepchały się do stoiska.
- Apples! – powiedziała Żaba do sprzedawcy takim tonem, jakby była to surowica na ukąszenie grzechotnika.
- Sorry? – sprzedawca chyba nie zrozumiał.
- A p p l e s – przeliterowała Żaba, równocześnie pukając się w głowę – człowieku!
- Aach, apples – załapał w końcu i zapakował jej trzy jabłka do reklamówki.
- Dlaczego akurat trzy? – zdziwiła się, płacąc.
- A ile chciałaś? – zapytała Kóra, mogąc się założyć, że Żaba chciała właśnie trzy.
- Najlepiej to z dziesięć – westchnęła Żaba – chodź, oddalmy się od tej ciżby.
* * *
Na parking wrócili o godzinie dwudziestej drugiej. Ponieważ kierowcy musieli mieć dziewięciogodzinną przerwę przed drogą powrotną do Polski, wycieczkowicze musieli spędzić na parkingu kolejne dwie godziny, aż do północy.
- Kto chce się umyć? Tam są prysznice…- mówiąc to, Azjatka była pewna, że zaraz zmaterializuje się przy niej Żaba i jej ekipa. Ale Żaba się nie pojawiła. Okapi i Kicia nie miały zielonego pojęcia, gdzie ona jest.
- Ktoś widział Żabę? – Azjatka rozejrzała się.
- Ona już poszła – wypalił Kangur, zanim zdołał ugryźć się w język.
- Gdzie poszła?! – przeraziła się Azjatka. Znała niektóre z genialnych pomysłów Żaby.
- Pod prysznic – poinformował ją, licząc, że to jeszcze nie powód, dla którego ktoś mógłby pomyśleć (domyślić się!), że Żaba jest obserwowana.
- Sama?! – Azjatce nie mieściło się to w głowie. Żaba sama?
Kangur wzruszył ramionami.
- Chora jest? – pytała dalej nauczycielka.
- Nie wiem – Kóra była zaniepokojona – proszę jeszcze chwilę zatrzymać tu grupę, a my pójdziemy zobaczyć, co się stało – powiedziała, ciągnąc za sobą do budynku Okapi i Królika. W piątkę szybko przebyli odległość dzielącą ich od celu, nie zauważając idącego za nimi Kangura.
Żaba tymczasem była już wykąpana. Nie chciała jeszcze wracać do reszty grupy, więc siedziała na umywalce, machając bosymi stopami. Patrzyła na symetrycznie ułożone na kolanach dłonie, na które kapała woda z mokrych włosów. Przeraźliwie zimna woda. Starała się o niczym – niczym istotnym – nie myśleć; znajdowała się w stanie podobnym do snu, kiedy do łazienki wpadła cała jej ekipa.
- Azjatka się martwiła – powiedziała tonem wyjaśnienia Okapi.
- Że co? Że się utopię? – Żaba ziewnęła.
- Nie, że przyszłaś tu sama. Ogólnie jest to trochę dziwne.
- Nieważne – Żaba udawała, że nie zrozumiała zawartego w wypowiedzi przyjaciółki pytania.
- Żaba, oskarżałaś nas, że rozwalamy ekipę. Ale ty też dotąd nie miałaś przed nami tajemnic.
Żaba westchnęła. Wiedziała, że Okapi ma rację. Ufała im wszystkim bezgranicznie; Okapi, Kórze, Królikowi, Szczurkowi, Wężykowi. Byli jej rodziną.
- Chodzi o Kangura.
- Sprecyzuj – zażądał Królik, siadając na sąsiedniej umywalce.
Więc Żaba sprecyzowała. Nie bała się, że ją wyśmieją. Przecież byli jej przyjaciółmi. Wyciągnęła więc na światło dzienne (o ile można tak powiedzieć o kilku słabych lampach, z których jedna mrugała) wszystkie swoje myślowe „bebechy”, a stojący za drzwiami Kangur próbował ogarnąć to wszystko rozumem, co wcale nie było takie proste.
* * *
Żaba go kocha!
W tej chwili nie liczyło się nic innego. Kangur był jakby pijany, Kiedy skończył przyswajać sobie nowo zdobytą informację, nadeszła Azjatka z resztą grupy. Szybko zaklepał sobie miejsce w kolejce pod prysznic. Kiedy czekali na swoją kolej, Słoń coś do niego mówił, ale chyba nic ważnego, bo nie przebiło się przez myśli o Żabie.
Gdy w końcu spadł na niego strumień wody, odskoczył, bo była lodowato zimna. Po chwili odważył się zanurzyć, ignorując tysiące lodowych igieł, wbijających się w skórę. Jednak zimna woda trochę uspokoiła euforię Kangura, a wręcz ją wygasiła. Bo nagle przyszło mu do głowy, że co z tego, że on kocha Żabę, a Żaba jego, skoro i tak nie odważą się o tym porozmawiać? Poznał już trochę Żabę i jej zwyczaje i wiedział, że ona nie zacznie tego tematu. Cóż, on też nie.
- Cicho – mruknął do tych myśli, chcąc je uciszyć.
Gdy wrócił do autokaru, od razu natknął się na Żabę, która siedziała bokiem na fotelu Okapi, patrząc nieco bezmyślnie przez okno, które znajdowało się naprzeciwko. W przerwie pomiędzy siedzeniami siedział Szczurek i starał się jej to okno zasłonić. W chwili, gdy Kangur właśnie miał zająć swój fotel, przednimi drzwiami wpadła Azjatka z jakimiś papierami w ręce.
- Kangur! – wrzasnęła.
- Będzie dobrze – Szczurek już zaczął się śmiać.
- Coś ty powypisywał na tej kartkówce?! – nauczycielka pokazała Kangurowi jedną z kartek.
- A co napisał? – zainteresowała się Żaba, odrywając wzrok od szyby i ogniskując go na Azjatce.
- Pytanie było następujące: jakie są największe niebezpieczeństwa dla Japonii?
- Banalne! – Żaba aż się zdziwiła – pani to daje na kartkówkę?!
Azjatka westchnęła.
- Ten orzeł napisał, że trzęsienia ziemi, tsunami i Godzilla.
Żaba i Szczurek dostali napadu śmiechu.
- To nie orzeł, tylko Kangur – wykrztusił Szczurek.
- Powiedz, Żaba, jakie są największe zagrożenia dla Japonii? – zapytała Azjatka.
Ale Żaba tylko pokręciła głową, zwijając się na fotelu Okapi.
- Godzilla! – powiedziała w końcu, ocierając łzy śmiechu.
- Pani sprawdza kartkówki na zielonej szkole? – spytał Szczurek.
- Chcesz, to możesz mnie wyręczyć – Azjatka wycofała się z autokaru.
- Godzilla! – Szczurek wyszczerzył zęby i udał, że chce udusić bądź rozszarpać Żabę.
- Każdy się może pomylić – stwierdził Kangur, śmiejąc się razem z nimi.
- Wiecie co, przeraża mnie ten świat – zaczął Szczurek kolejną swoją przygodę. Anegdotki ze swojego życia opowiadał często, jak tylko mu się coś przypomniało. Żaba aż się dziwiła, ile może się wydarzyć podczas zaledwie osiemnastu lat.
- No, co tym razem? – spytała.
- Czekam kiedyś rano na tramwaj, a tam stały takie dwie siedemdziesięciolatki…
- I co, spodobały ci się? – zakpił Kangur.
- Oj, zamknij się. Słuchajcie dalej. Jedna z nich tak się rozgląda na wszystkie strony i mówi do drugiej: „ty, nic nie jedzie. Peszek.”
- Jaki slang…
- Teraz najlepsze. Ta druga na to: „cholerne tramwaje. Dawaj, z buta idziemy.”
- Żeby moja babcia taka była…
- Noo…
- To ja kiedyś jadę autobusem – odezwała się Żaba – jak zwykle tłok, stoję, nie mogę się ruszyć i podałam złoty pięćdziesiąt do przodu, żeby mi ludzie bilet kupili. Czekam, czekam… A zamiast biletu dostałam paczkę żelków.
- To nie masz na co narzekać – skwitował Szczurek – ja osobiście lubię żelki.
- A ja kiedyś byłem w sklepie spożywczym – odezwał się Kangur – przede mną w kolejce stoi taki facet, lat około dwudziestu, sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, sto kilo napakowanej wagi, włosy ogolone na trzy milimetry, ubrany w moro, plecak…Głosem rodem z Behemotha mówi: „mleczko w tubce proszę”…
- Miło – Żaba znowu się roześmiała.
- A tak a propos Behemotha – przypomniał sobie znowu Szczurek – to niedawno gdzieś był ich koncert. Tak z ciekawości wszedłem na YouTube rzucić okiem. No i leci film z jakiejś lichej cyfrówki… Wygląd ludzi ogólnie wiadomy, zły, okrutny…Kapela ma zaraz wejść, pojawiają się czerwone światła, leci dym, nastrojowa muzyka zwiastująca apokalipsę… I nagle wrzask z tyłu „Czesio chce ognicho!”
- Aha – tym razem śmiech Żaby był krótki i trochę szorstki. Było to spowodowane powrotem tych myśli, które chciała od siebie oddalić. Była tuz obok Kangura, prawie stykali się kolanami. Dodatkowo była zmuszona oderwać wzrok od szyby – bezpiecznej szyby – i spojrzeć na Kangura. Później już nie mogła popatrzeć w żadne inne miejsce; było w nim coś, co nie pozwalało jej oderwać wzroku. Kangur czuł mniej więcej to samo. Wydawało się wręcz niesprawiedliwe, żeby dwoje ludzi, którzy tam bardzo chcieli być blisko siebie, nie mogło spełnić tego pragnienia.
- Hm, Żaba – odezwał się w końcu Kangur.
Zamrugała, zaskoczona, że ktoś przerywa jej ponury myślotok.
Z jednej z wielu kieszeni swojej kurtki Kangur wydobył świeczkę. W kształcie żaby, którą Żaba i Kóra widziały w San Marino.
- Dla ciebie.
Żaba nie wiedziała, co powiedzieć. W końcu uśmiechnęła się niepewnie i schowała świeczkę do swojej kieszeni. Była pewna, że słowa nie są tu potrzebne.
Wtedy do autokaru znów weszła Azjatka.
- Wychodźcie stąd, jeszcze zdążycie tu posiedzieć – rzuciła.
Żaba nie zamierzała się spierać. Szybko uciekła z autokaru i natychmiast wpadła na Skowronka.
- Sorry – powiedziała.
- Żaba! – Skowronek wyraźnie ucieszyła się na jej widok – pomóż mi!
- Słucham – powiedziała Żaba, myśląc równocześnie: „a kto mi pomoże?”
- Chodzi o Wężyka – Skowronek przygryzła wargę.
- Wal – Żaba już wróciła do równowagi umysłowej. Wzięła Skowronka pod ramię i razem ruszyły w stronę morza.
- No bo… On teraz ciągle ze mną rozmawia i w ogóle… A ja…
- Zakochałaś się?
- Noo… I nie wiem, kim dla niego jestem, kumpelą, czy…
- Mogę go zapytać – zatrzymały się mniej więcej pośrodku trawnika, pomiędzy asfaltem a wodą – tam, dalej, jest czystsza – dodała, nieobecnym wzrokiem patrząc na morze.
- Faktycznie.
- Ładnie by wyglądała na nagłówku w prasie… „Utonęła tuż za linią wody”…- Żaba pomyślała, że woda tam, w dole, jest pewnie tak samo zimna, jak ta pod prysznicem. Zrobiła krok do przodu.
- Co ty robisz?! – Skowronek złapała ją za rękę – myślałam, że żartujesz!
Żaba poczuła nagły żal do koleżanki, która wydobyła ją z wody, w której w myślach już się zanurzyła, z powrotem na brzeg. Zaraz jednak się roześmiała; jej śmiech brzmiał jak szczekanie psa. Skowronek cofnęła się.
- Przerażasz mnie – powiedziała.
- Wiesz, o kim ja cały czas myślę? – spytała, sama zdziwiona tym, jak gorzko zabrzmiało to pytanie. Spojrzała ponad ramieniem Skowronka na autokar.
- O kim? – spytała ostrożnie dziewczyna.
- O Kangurze – chociaż Żaba nie wiedziała, dlaczego jej to mówi, utrzymanie tajemnicy nagle przestało mieć dla niej znaczenie. Może miała nadzieję, że Skowronek cos jej doradzi.
- Ooo… - Skowronek uśmiechnęła się. Żaba nadal patrzyła gdzieś nad jej ramieniem, marszcząc brwi.
- No to już przechodzi ludzkie pojęcie – warknęła nagle Żaba.
- Że co? – Skowronek odwróciła się. Przy autokarze stali Osa, Słoń i Kangur. Skowronek zmrużyła oczy, starając się rozpoznać przedmiot trzymany przez Kangura. Był to płaszcz Osy.
- Ja jej coś zrobię – oświadczyła spokojnie Żaba – zrobię jej krzywdę.
- Zabij – zażartowała Skowronek.
- Taak… To dobry pomysł – Żaba ruszyła w stronę Osy. Skowronek, nieco zaniepokojona, pobiegła za nią.
Żaba w ostatniej chwili zmieniła kierunek. Zamiast podejść do Osy, weszła do autokaru. Wewnątrz słyszała rozmowę Azjatki, Piły i Kasieńki. Żeby jej nie wyrzuciły z powrotem na parking, usiadła na jednym ze stopni, schowana przed wzrokiem nauczycielek za toaletą.
Przed nią przeszli objęci Królik i Okapi, nawet jej nie zauważyli. Żabę przeszyła tak ostra zazdrość, że aż się zwinęła na swoim stopniu, przyciągając kolana do klatki piersiowej i opierając na nich czoło. To było takie niesprawiedliwe; Okapi i Królik, Kóra i ten jej Koza, Skowronek i Wężyk, a Żaba…?
Koło autokaru pojawiła się Modliszka.
- Suń się, chciałam wejść – rzuciła do Żaby, wyciągając papierosa z ust.
Żaba przesunęła się.
- Daj mi też – wskazała na papierosa – oddam ci kiedyś.
Modliszka podała jej dwa papierosy i resztkę zapałek.
- Na zdrowie - mrugnęła do Żaby i zniknęła w głębi autokaru.
Żaba zapaliła i zaciągnęła się. Wpatrywała się w czerwony, migoczący punkcik na czubku papierosa i starała się nie myśleć o Kangurze.
* * *
Prawie od razu po wyruszeniu z parkingu Szczurek zasnął. Było koło godziny pół do pierwszej w nocy, więc nikogo nie powinno to dziwić. Cóż.
Żaba odwróciła się, chcąc powiedzieć coś do Okapi, ale natychmiast zapomniała, co to miało być. Przy siedzeniu Szczurka rozgrywała się scena ze wszech miar ciekawa. Szczurek siedział za Słoniem i Kangurem. Temu ostatniemu widocznie się nudziło, bo potrząsał ramieniem Szczurka i coś do niego mówił. Żaba wytężyła słuch.
- Gdzie są kluczyki od czołgu?
- Nie wiem… - wymamrotał Szczurek, nie otwierając oczu – sprawdź u Słonia pod fotelem…
- Sprawdzałem, nie ma! No gdzie są, bo nam się amunicja kończy!
Żaba zagryzła wargę, żeby się nie roześmiać.
- Może gdzieś w torbie… - Szczurek odwrócił głowę.
- No nie ma!
Szczurek w końcu się obudził.
- No to może spiderman je porwał! – wrzasnął.
* * *
Następnym epizodem, który nieco wybił Żabę ze snu, była przesiadka, którą urządziła Azjatka Królikowi i Kangurowi. Ten ostatni miał chyba atak choroby lokomocyjnej, a siedzenia Żaby i Królika znajdowały się bezpośrednio za siedzeniami Azjatki i Kasieńki. Azjatka przesadziła Kangura do Żaby, chcąc go mieć na oku. Żaba znajdowała się w specyficznym stanie półsnu, w którym rzeczywistość odbiera się jak oglądany w telewizji, średnio interesujący film. Kangur zapewne też się tak czuł; w końcu o godzinie piątej rano każdy byłby nieco nieprzytomny.
- Cześć – mruknął do Żaby.
Nie była pewna, czy udało jej się odpowiedzieć. W ciemności, w której zatopiony był autokar, widziała go dość słabo, tylko te fragmenty twarzy, na które padało światło latarni zza okna były dobrze widoczne.
Kangur natomiast na początku widział jedynie oczy Żaby, reszta schowana była za stójką czerwonawego golfu. W pewnym momencie podrapała się w czubek nosa i zsunęła stójkę z twarzy, odsłaniając w całości prosty nos i ładnie wykrojone usta. Kosmyk włosów wpadał jej do oka, ale chyba była zbyt senna, by to zauważyć. Niemal automatycznie odgarnął ów kosmyk za jej ucho. Zamknęła oczy i równie automatycznie przytrzymała jego rękę. Ziewnęła, potrząsnęła głową i jakby nieświadomie oparła ją na jego ramieniu. Po chwili jej oddech zwolnił; zasnęła.
W tym momencie do Kangura odwróciła się Azjatka, zapewne chcąc zapytać, jak się czuje, ale widząc opartą o niego Żabę, tylko się uśmiechnęła.


. 7/04/2009 17:00:54 [Powrót] komentuj



Witam serdecznie! Jestem tutaj tylko chwilowo, gdyż chciałam powiadomić o powstaniu nowej ocenialni: www.miasto-ocen.blog.pl.
Przewodnicy miasta nie mają co robić, gdy brakuje wycieczkowiczów, tak więc serdecznie zapraszam.
Pozdrawiam, Ouverney.
Ouverney 13/04/2009 08:21:40
| brak www IP: 213.158.199.77

Rozmowa Kóry z Kozą genialna ;)
I fragment z anegdotkami z życia przypadł mi do gustu. Pan Jan zanudzał na śmierć, a ty zrobiłaś parę drobnych błędów. O ile dobrze kojarzę to to coś w postaci literówek czy czegoś takiego było, więc się nie zagłębiałam. Ogólnie rzecz biorąc jest dobrze. Jak już wielokrotnie powtarzałam - coraz lepiej. Tylko chyba trochę przesadzasz z tym, że się tak nagle wszyscy w sobie na raz zakochują. I tyle chyba.
Yukiko 7/04/2009 19:19:25
| brak www IP: 77.237.0.212





Szablon: sama sobie.
Grafika od Dariusza.