Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
znajomijoe.pl blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl darmowe forum val.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl forumforum.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Sanssouci!

2169
cała reszta

Osiemnasty października, sobota

- Cześć, Okapi – Żaba z Królikiem jako pierwsi pojawili się pod barem Meggie Kate.
- Cześć.
- Ta impreza to jakaś charytatywna, czy co?
- Zobaczysz – odpowiedziała tajemniczo Okapi.
- Hej wszystkim! – usłyszeli głos Kóry, która właśnie nadeszła w towarzystwie Kozy.
Koza był wysoki i chudy, z wiecznie rozczochranymi włosami. Okrągłe okulary w stylu Harry’ego Pottera mogły się kojarzyć z pospolitymi szkolnymi kujonami, jednak Koza na pewno się do tej grupy nie zaliczał. Z charakteru był raczej spokojny, to Kóra prowokowała wszelkie kłótnie. Miał też duże poczucie humoru i uczęszczał do szkoły aktorskiej.
- A ten co tu robi? – szepnęła Żaba do Okapi.
- Meggie dokładnie rok temu poznała mojego ojca – odpowiedziała również szeptem – z tej okazji postanowiła wyprawić bal dla zakochanych. Single nie mają wstępu.
- O lol – mruknęła skonsternowana Żaba.
Na horyzoncie pojawili się Żyrafa z Rybą i Zebra z Żółwiem.
- Matko święta – Żabę ogarnęła panika, gdy po chwili dołączyli się również Wężyk ze Skowronkiem.
- To oni są razem? – zdziwił się Królik.
- Ja… ja zaraz wracam – wycofała się i zniknęła za rogiem. Tam oparła się o ścianę o odetchnęła głęboko kilka razy.
Okapi na pewno zaprosiła Kangura, a Żaba była całkowicie nieprzygotowana na spotkanie z nim. A przecież on zaraz przyjdzie, może nawet już przyszedł… Oj, co robić, co robić?
„Uciekam” postanowiła. Zdążyła przejść dwa kroki.
- Ola.
Odwróciła się. Poznałaby go nawet bez światła latarni.
- Uciekasz? – podszedł do niej.
- Ja… Nie, ja tylko… Uciekam – przyznała w końcu.
- Przed czym?
- Przed sobą chyba – uśmiechnęła się trochę nerwowo.
Pokręcił głową, podchodząc jeszcze bliżej.
- Musisz przestać się bać.
Żaba miała dreszcze i drżały jej ręce. Miał na nią jakiś dziwny wpływ. Ale przecież się nie bała. Czuła, że nie ma powodów, bo Kangur prędzej odciąłby sobie rękę, niż ja skrzywdził. Kiedy wziął jej dłonie w swoje, już nie drżały. Prawie stykali się nosami, gdy zawahał się, jakby pytając ją o pozwolenie. Nie wykonała najmniejszego ruchu, co odebrał jako „tak”. Pocałował ją najpierw lekko, zupełnie inaczej, niż ktokolwiek wcześniej. Żaba pomyślała, że słowa, które wtedy na niej wymógł, są zupełnie bezwartościowe. Bo słowa były niczym! Każdy umie powiedzieć, że kocha. Ale tego, co Żaba czuła tu i teraz przy tym zwykłym osiedlowym barze, z którego dobiegały pierwsze dźwięki piosenki Ayo Life is real. nie mogły oddać żadne słowa.

A friend of mine gave me an advice
He said “Be careful and think twice before you talk about your life.
Protect yourself, just keep quiet; the more they know the harder they try
To spoil your ways, to spread lies” and even though I know he could be right I just said I…


- Idziemy tam, do nich?
- Idziemy.

I live my life the way I want
I got nothing to hide, nothing at all
Life is not a fairy tale, life is about more ‘cause life is real

* * *
Kóra siedziała w dokładnie przeciwnym końcu baru niż Koza. Jak zawsze byli pokłóceni. I jak zawsze nikt nie wiedział, o co. Nie wiedział tego nawet sam Koza, bo Kóra jak zwykle po prostu zrobiła mu awanturę o jakiś detal i sobie poszła. Gdy Meggie Kate zmieniła płytę, Koza westchnął ciężko, słysząc piosenkę Lionela Richiego Hello. To przy niej poznał Kórę.

I’ve been alone with you inside my mind
And in my dreams
I’ve kissed you’re lips a thousand times
I sometimes see you pass outside my door
Hello
Is it me looking for?


To było jakieś trzy lata temu w jakimś podrzędnym barze, dużo gorszym od baru Meggie Kate. Siedziała z Żabą; obie wyglądały na dość przygnębione. Nie było jej do twarzy ze smutkiem, więc dosiadł się i rozśmieszył obie. Bo do rozśmieszania ludzi Koza miał wyjątkowy talent.
Jak do wielu rzeczy zresztą.

I can see it in your eyes
I can see it in your smile
You’re all I’ve ever wanted
And my arms are opened wide
‘Cause you know just what to say
And you know just what to do
And I want to tell you so much
I love you


Kóra oparła łokcie na kolanach i brodę na dłoniach i zamyśliła się. Chyba poświęcała zbyt mało czasu Kozie. Były to ścinki, a do tego i tak traciła ten czas kłócąc się z nim. Właściwie o co? O jakieś bzdury. Nie umiała docenić tego, że Koza był prawdopodobnie najlepszym, co ją w życiu spotkało i co w ogóle mogło ją spotkać. A teraz Meggie Kate Skowrońska urządziła bal zakochanych, a Kóra, zamiast spędzić te parę godzin z Kozą, siedzi naburmuszona pod jakąś ścianą!
Kóra zerwała się na równe nogi i właściwym sobie energicznym krokiem podeszła do Kozy.
- Przepraszam! – wyrzuciła z siebie, przytulając się do niego. Płakała, chociaż nigdy tego nie robiła.

‘Cause I wonder where you are
And I wonder what you do
Are you somewhere feeling lonely
Or is someone loving you
Tell me how to winch your heart
For I haven’t got a due
But let me start by saying:
I love you!


- Już dobrze… - Koza pogłaskał Kórę po włosach.
- Kóraa?
Kóra podniosła głowę i zobaczyła nad sobą Meggie Kate.
- Hm… I’m sorry… Kinga mówila… Ty spiewasz i… - wykonała nieokreślony gest w kierunku prowizorycznej sceny.
- Zaraz wracam – Kóra uśmiechnęła się do Kozy i odeszła z Meggie.
- Słuchaj, mamy kilka piosenek karaoke – Okapi podsunęła Kórze listę.
- Tą – powiedziała zdecydowanie Kóra, wybierają jedyną pozycję, której tekst znała bardzo dobrze – Song for you Michaela Buble.
- Jedną? – Okapi nie kryła rozczarowania.
- Jedną. Muszę coś… załatwić.
- Ach – zrozumiała Okapi – jasne.
Meggie Kate ustawiła odpowiedni utwór. Kóra śpiewała, patrząc prosto na Kozę.

I’ve been so many places in my life and time
I’ve sung a lot of songs, I’ve made some bad rhymes
I’ve acted out my life in stages with ten thousand people watching
But we’re alone now and I’m singing this song for you
I know you image of me is what I hope to be, I’ve treated you unkindly


- To było piękne – powiedział Koza, gdy tylko Kóra zeszła ze sceny. Okapi, chcąc ułatwić Kórze załatwianie owego czegoś puściła jakąś powolną piosenkę.
- A jak było na warsztatach? – spytała Kóra podczas tańca.
- Wiesz… Zaproponowano mi dużą rolę w filmie, który sponsorują jacyś Amerykanie. Były castingi. Ale bez ciebie się nigdzie nie ruszę.
- Możemy wyjechać razem – Kórze rozbłysły oczy.
- Ucz się. Bo znowu do drugiej nie zdasz.
Dziewczyna zachmurzyła się.
- Ale to jest dla ciebie wielka szansa! Jeśli ja nie mogę jechać, to chociaż ty jedź! Przecież zawsze o tym marzyłeś!
Nic na to nie odpowiedział.
- Już nigdy się z tobą nie pokłócę – szepnęła nagle.
- Wreszcie zmądrzałaś – uśmiechnął się, zakładając kosmyk jej włosów za ucho.
- Dorosłam do tego – uśmiechnęła się.
- Kocham cię, wiesz?
Oparła mu głowę na ramieniu.
- Wiem. Ja ciebie też.
* * *
„Głupi to ma zawsze szczęście” pomyślała Żaba. Siedziała na trzepaku do dywanów niedaleko baru machając w powietrzu nogami. Było koło godziny pierwszej w nocy. Żaba znajdowała się w specyficznym, dotąd sobie nieznanym stanie psychicznym. Wyrwała się z imprezy teoretycznie na chwilę, by w spokoju wypalić papierosa. Wypaliła dwa i teraz ich żałosne szczątki leżały na ziemi pod trzepakiem. Miała myśleć o rzeczach przyziemnych: o poniedziałkowych zawodach, o szkole… Nic z tego. Zamiast się skupić, pozwoliła myślom rozbiec się na wszystkie strony, a większość z nich popędziła co tchu do Włoch.
- Ja tam pojadę! – powiedziała nagle do siebie, tonem zaskoczonym i nieswoim – cholera, przecież ja tam pojadę! Ale nie teraz. Nie.
Pomamrotała jeszcze chwilę do siebie i zeskoczyła z trzepaka. Nie mogła wrócić do środka, do baru. To by się mogło źle skończyć. A nawet bardzo źle. Chyba nikt się nie obrazi, jeśli się oddali. Żaba zaczęła biec w stronę swojego bloku. Co jakiś czas chichotała podczas tego biegu. A gdy już była pod swoim blokiem, potknęła się i zaliczyła bliskie spotkanie z brudna trawą. Nie przejęła się tym ani trochę, obróciła się na plecy i zaczęła histerycznie się śmiać. Zakryła twarz rękami i chichotała, aż jej łzy pociekły z oczu. W końcu przestała i po prostu wstała i weszła do bloku. A wszystko na oczach zdumionej sąsiadki, pani Kowalskiej, która właśnie wypuszczała na zewnątrz jednego ze swoich psów.


. 18/09/2009 17:53:14 [komentarzy 3] komentuj



Szablon: sama sobie.
Grafika od Dariusza.